niedziela, 20 września 2009

Jezis Maria - dzięki Bogu koniec orientacyjnego tygodnia...


Chociaż orientacyjny tydzień jest potrzebny to ja się cieszę, że zaczynają się zajęcia... Człowiek będzie mógł w końcu odpocząć od chodzenia po knajpach;) Chociaż znam już większość marek czeskich piw zamierzam kontynuować poznawanie czeskiej kultury. Zapisałam się na wykład z czeskiego kina... i może ze współczesnej muzyki czeskiej. Muszę jeszcze skontaktować się z moim tutorem na wydziale i wszystko będzie ok.


W sobotę wybraliśmy się na wycieczkę do Czarnej Hory - małego browaru, który produkuje całkiem dobrze znane na Morawach piwo. Odwiedziliśmy też jaskinie Macocha. W sumie było bardzo fajnie, ale wspinaczki po 5 tygodniach picia nie jest najlepszym pomysłem... ;D

poniedziałek, 14 września 2009

Rejestracja,rejestracja, rejestracja...

Poniedziałek upłynął pod znakiem rejestracji i wypełniania rozmaitych formularzy i testów. O 8.30 rano spotkałam się z innymi studentami, którzy posiadali jakąkolwiek wiedzę na temat języka czeskiego, która wykraczała za podstawową frazę: "Pivo prosim". Okazało się, że test dla "bardziej zaawansowanych" dostępny jest tylko dla osób które uczyły się czeskkiego więcej niż jeden semestr. Zamiast więc pisać test dla bardziej zaawansowanych, my "mniej zaawansowani" wylądowaliśmy w sali pełnej ludzi, którzy mieli się tylko podpisac na testach i podac kraj pochodzenia... Było ciekawie - dwie nauczycielki czeskiego nie potrafiły poradzic sobie z ok. 50 osobową grupą rozwrzeszczanych erasmusów. Każde doświadczenie jest cenne, ale spróbujcie przypomnieć sobie czy różni się akusativ od nominativu w sali pełnej wrzeszczących ludzi. Jutro wyniki więc zobaczymy jak mi poszło.

Oprócz testu mieliśmy także wykład wprowadzający, gdzie zostały przekazane nam potrzebne dokumenty i karty czip za pomocą, których można regulować opłaty za posiłki i ksero. Na kartę można wpłacić określoną kwotę i używac jej jak karty bankomatowej.

Następnie odbyły się zapisy na wycieczki organozowane przez biuro podróży Big (Kraków, Budapeszt, Bohemia oraz słowackie Tatry) oraz przez International Student Club. Myślę, że żeby "przetrawić" wszystkie uzyskane informacje będę potrzebowała ok. tygodnia. Na szczęście Biuro Wymainy Międzynarodowej Uniwersytetu Masaryka przygotowało bardzo poręczny przewodnik po wszystkich kwestiach dotyczących zarowno kursów, jak i życia studenckiego w Brnie.

niedziela, 13 września 2009

Pierwsza erasmusowa impreza...

Byłam trochę przerażona ilością osób, które przyjechały na różne wymiany do Brna... oprócz ludzi z Erasmusa są także studenci ze Stanów Zjednoczonych, Australii, Tajwanu i Hong Kongu. Cały dzisiejszy dzień upłynął mi pod znakiem powtarzania jednej frazy: "I'm Monika and I'm from Poland". Pewnie poznanie wszyskich ludzi mieszkających tylko na Viniarskiej zajmie mi dobrych parę tygodni, ale już wiem, że będzie warto.

O 14.00 spotkaliśmy się z ludżmi z International Student Club w Brnie. Ponieważ było nas ok. 40 osób zostaliśmy podzielni na grupy i poszliśmy na obiad. W sumie moja grupa okazała się całkiem fajna. Myślę, że z kilkoma poznanymi dzisaiaj ludżmi będę spędzac sporo czasu podczas mojego pobytu w Brnie, szczególnie że będzimy studeiowac na tym samym wydziale.

Po obiedzie poszliśmy na Spilberg - zamek w Brnie, który pełnił kiedyś funkcję więzienia. Studenci z ISC przygotowali dla nas grę integracyjną, podczas której spędziliśmy półtora godziny na wzajemnym przepytywaniu się o najróżniejsze rzeczy. Po zakończeniu gry część ze studentów zdecydowała się wrócić na Viniarską, a reszta (w tym ja) poszła na piwo. Namówiłam jednaego z Amerykanów na beherówkę (tzn. rodzaj czeskiego likeru przygotowywanego z ziół) - powiedział mi, że mu smakowało;) Chyna nie kłamał bo beztrosko zamówiliśmy po jeszcze jednej...

No cóż, ponieważ jutro, wcześnien rano czeka mnie test z językla czeskiego i wypełnianie mnóstwa papierów kończę na dziś;)

sobota, 12 września 2009

Pierwsze koty za płoty...


Dzisiaj wybrałam się rozejżeć trochę po mieście. Chociaż ceny biletów są niższe niż w Pradze wybrałam się na długi spacer. Miasto jest malownicze - chociaż dużo bardziej spokojne niż multikulturowa Praga. Jeśli w centrum Pragi językiem który słyszy się najczęściej jest angielski to w Brnie spokojnie można wsłuchiwac się w brzmienie języka czeskiego. Wczoraj, bezpośrednio po przyjeździe moja buddy Zuzka pokazała mi najważniejsze miejsca - ul. Czeską i położone bardzo blisko niej wydziały na których będę studiować. Ważnym budynkiem jest Wydział Medyczny Uniwersytetu Masaryka, gdzie znajduje się pokój komuterowy otwarty nonstop oraz Biuro Wymainy Zagranicznej.

W czasie pobytu w Brnie będę mieszkać w akademiku Viniarska, gdzie kwaterowana jest większość zagranicznych studentów. Miesięczny
pobyt kosztuje 125 euro (ok 3200 CZK). O ile zorientowałam się po ogłoszeniach cena jest raczej przystępna. Dwuosobowe pokoje nie robią specjalnego wrażenia, ale nie są też obskurne. W każdym pokoju znajduje się łazienka z osobnym wc oraz kącik kuchenny (kącik jest tu najlepszym słowem;) - nie mam pojecia jak opisac pomieszczenie które ma jakieś 1m x 1,5 a całe jego wyposarzenie to mała szafka oraz elektryczna maszynka).

Bardzo malowniczym miejscem jest Namesti Svobody (Plac Wolności). Plac znajduje się w centrum miasta i otoczony jest przez liczne kafajki i resteuracje. Rozgrywa się na nim większość ważnych wydarzeń kulturalnych. We wrześniu można oglądać przedstawienia teatrów z całego świata prezentowane w ramach Międzynarodowego Festiwalu Teatralnego.



Ogólnie Brno wywarło na mnie pozytywne wrażenie. Szczególnie po sprawdzeniu oferty Teatru Narodowego. Oprócz sztuk teatralnych Narodni Divadlo Brno wystawia również przedstawienia baletowe, opery i operetki. Ceny biletów studenckich są przystępne - a na pół godziny przed ropzpoczęciem spektaklu można kupić bilet za 50 CZK (ok. 2 euro). Wszystkie informacje można znaleśc na stronie teatru pod adresem www.ndbrno.cz.



piątek, 11 września 2009

Erasmus Intensive Language Course - czyli wspomniania z Pragi


Zakochałam się w Pradze... nie dosłownie:) Ale do tego miasta będę wracać regularnie. Chociaż mój Erasmus spędzę w Brnie to Praga wywarła na mnie niezapomniane wrażenie.

Ale od początku... miesięczny kurs w którym uczestniczyłam organizowany był przez Czech Technical University. Codziennie przez 4 godziny w międzynarodowym towarzystwie zgłębiałam tajniki języka czeskiego. To bylo zaimave;) Oprócz nauki języka zapewniono nam bardzo bogatą ofertę kulturalną: oglądaliśmy czeskie filmy (naprawdę warto - wiem, że obiegowa opinia o czeskim kinie w Polsce wiążę się z powiedzeniem "czeski film", ale kto nie widział Knofikari, Ostre sladovane vlaki czy Samotari niech żałuje).

Ponieważ jakoś tak się złożyło, że moi dobrzy znajomi byli zainteresowani muzyką razem z nimi korzystałam z okazji jaką melomanom daje Praga. Podczas naszego pobytu w Pradze w Czech National Opera trwał festiwal włoksiej opery. Zaliczylismy To
skę, Turandot oraz na dokładkę Jezioro Łabędzie. Naprawdę polecam wybranie się do praskiej opery. Szczególnie że nie jest to specjalnie drogie. Na pół godziny przed rozpoczęciem spektaklu można kupić bilety nawet za 100 CZK (ok. 4euro).

Wrażenia są niezapomniane. Praga oferuje również koncerty w kościołach, muzeach, klubach. Szczególnie polecam wybranie się na koncert do Rudolfinium oraz do Muzeum Narodowego. Osobom które w pełni chca korzystać z oferty kulturowej jaką oferuje miasto polecam wyrobienie przed wyjazdem studenckiej kary ISIC - w Czechach tylko na nią i na czeską legiotymację studencką uzyskacie zniżki (np. w Operze 50%, także zniżki w pociągach i komunikacji autobusowej). W Czechach słabo rozpoznawalna jest karta Euro>26, także opłaca się zadbać o wyrobienie ISCI przed wyjazdem z Polski.

Ale wracając do kursu... język czeski dla nas Polaków jest całkiem prosty. Gramatyka i wymowa bardzo przypomona język polski. Największą trudność sprawiało mi pisanie, zdarzało mi się używać polskich znaków do zapisywania czeskich słów, albo liter rosyjskich (ale na strasznym kacu po czeskiej hruskovice - za co odpowiedzialny był mój czeski przyjaciej Honza - ale to już całkiem inna historia:)). Na poziomie A1 na którym prowadzony był kurs Polacy oraz osoby które wcześniej zetnkęły się z językiem rosyjskim radziły sobie bardzo dobrze.
Żeby uzyskać zaliczenie kursu należało spełnic kilka warunków: obecność na conajmniej 80% zajęć, zaliczenie testów cząstkowych i testu końcowego, przygotowanie ustnej prezentacji oraz napisanie dwóch "esejów" - na 50 i 75 słów.

Jeśli chodzi o zakwaterowanie podczas kursu, to większość z nas - studentów Erasmus mieszkała w hostelu Sinkule umiejscowionego na kampusie Politechniki. Warunki nie były najlepsze, a cena lekko wygórowana (szczególnie dla studentów którzy otrzymywali niższe granty). Za miesięczny pobyt zapłaciłam 6 tys. CZK. Jeżeli po kursie zostajecie w Pradze lepiej szybko spróbować znaleść mieszkanie ponieważ akademiki nie mają wysokiego standardu. Większość osób z mojego kursu próbowała znaleść prywatne zakwaterowanie. Ceny wachają się od 4.5 tys CZK do nawet 8 w zależności od dzielnicy Pragi. Najlepiej wybrać coś niedaleko od przystanku metra, które jest najszybszym i najwygodniejszym środkim transportu w Pradze. Studencki bilet miesięczny kosztuje ok 250 CZK i obejmuje wszyskie publiczne środki transportu, włączając tramwaje i autobusy nocne oraz kolejkę linową, którą można dostać się na widokową wieżę na Pietrinie.